Napisz do nas.
info@bezcenzury.ketrzyn.pl

Polecamy

Autobusowa jazda bez trzymanki (cz.2),

czyli propaganda

zamiast analizy techniczno-ekonomicznej?

 
Lakoniczny komunikat Niedziółki dotyczący autobusów elektrycznych, oprócz błędnego wyobrażenia burmistrza o elektromobilności i transporcie publicznym, prezentuje oderwaną od rzeczywistości narrację, jakoby właśnie na naszych oczach budowała się świetlana przyszłość kętrzyńskiej komunikacji miejskiej. Odczarujmy zatem surrealistyczną wizję Niedziółki opartą na fetyszu chwytliwych słówek i być może również niewiedzy burmistrza.
 
Elektromobilność nie jest tania. O ile cena fabrycznie nowego autobusu miejskiego, napędzanego silnikiem spalinowym oscyluje w granicach 1 miliona  złotych, w zależności od typu paliwa do jakiego  dostosowany jest silnik, to już pojazd elektryczny potrafi kosztować 2 - 2,5 mln. Niedziółka podkreślając wysoki współudział finansowania unijnego, zapomniał jednak dodać, że obejmuje ono tylko zakup pojazdów. Tymczasem eksploatacja autobusów elektrycznych wiąże się z nieuchronną wymianą akumulatorów w perspektywie 5-7 lat. To niebagatelny koszt rzędu 600 tys. złotych na pojazd. Czy Niedziółka uwzględnił ten wydatek? Jeśli za cztery pojazdy elektryczne miasto przy współfinansowaniu zapłaci 1,6 mln, a za wymianę akumulatorów 2,4 mln, kwota łączna pozwoliłaby wymienić bez jakichkolwiek dotacji cały obecnie posiadany tabor na fabrycznie nowe autobusy spalinowe spełniające najwyższą normę emisji - Euro 6.
 
Kolejnym mitem powtarzanym przez Niedziółkę, jest ekologia. Otóż elektromobilność w Polsce nie jest przyjazna dla środowiska. Raport Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej porównuje emisję tlenków azotu. Dla autobusów spalinowych zasilanych olejem napędowym sięga ona blisko 400 mg/kWg, dla wozów spalinowych zasilanych gazem ziemnym 250 mg/kWh, zaś dla autobusów elektrycznych przekracza 900 mg/kWh !  Tak niekorzystny wynik wiąże się z wytwarzaniem energii w elektrowniach cieplnych, zwłaszcza spalających węgiel. Oczywiście pojazdy elektryczne mają sens w miastach narażonych na smog, ale w pozostałych przypadkach nie znajdują zastosowania, a ich wkład w ekologię jest wręcz ujemny.
 
Jeszcze gorzej wypada zestawienie kosztów eksploatacji. Według prezesa Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie, w przeliczeniu na cały okres eksploatacji autobusu przy przebiegu 800 tys. km, całkowity koszt jego eksploatacji i serwisu wynosi: w przypadku oleju napędowego 4,2 mln zł, gazowego 3,95 mln zł, ale już elektrycznego 5,5 mln złotych. Krótko mówiąc za cenę eksploatacji "elektryka" możemy pozwolić sobie na eksploatowanie autobusu spalinowego w takim samym zakresie i dodatkowo dostać gratis kolejny, nowy autobus spalinowy. 
 
Podnoszony przez burmistrza Niedziółkę rzekomy argument darmowej komunikacji, jest już zwykłą manipulacją. Otóż komunikacja bezbiletowa jeśli jest publiczna, jest utrzymywana z podatków wpłacanych przez mieszkańców. Czy eliminację systemu biletowego można więc uznać za gest wobec tych mieszkańców? W moim przekonaniu - nie. Gdyby likwidacja biletów była priorytetem, burmistrz mógłby ją przeprowadzić wcześniej. Powiedzmy to jasno: to nie jest akt dobrej woli pana Niedziółki, ale warunek brzegowy projektu. Niedziółka musi zlikwidować bilety, żeby przeforsować elektryczne autobusy i wiele wskazuje, że to właśnie one (a nie dobro mieszkańców) są celem. Mało tego, miasto i mieszkańcy ostatecznie otrzymają droższą w utrzymaniu komunikację, a ponieważ nie będzie biletów, do transportu zbiorowego nie dołożą się już mieszkańcy innych gmin. W perspektywie rosnące koszty i brak zewnętrznych źródeł finansowania, spowodują jeszcze większe cięcia w i tak ubogim rozkładzie jazdy, a podatnicy poniosą wyższe koszty utrzymania całkowicie niefunkcjonalnej komunikacji. 
 
Synergiczny efekt ekonomiczny i ekologiczny wymaga bowiem zupełnie innych działań. Obecne problemy transportowe miasta implikujące nie tylko zmianę zachowań komunikacyjnych, ale także problemy handlu i usług w centrum miasta to wynik braku profesjonalizmu w działaniu, a wręcz  sabotowania dobrych rozwiązań dla doraźnych korzyści politycznych. W tych kategoriach oceniam też przedmiotową inicjatywę Niedziółki. Czy w tym przypadku Rada Miasta poprze interes mieszkańców odrzucając w całości koncepcję Niedziółki, czy też wesprze lans burmistrza na koszt podatnika, wbijając ostatecznie gwóźdź do trumny kętrzyńskiej komunikacji, przekonamy się już w najbliższy czwartek.
 
Pan M.
 
 
 
KBC
Co zrobi rada miejska?
 
Czy radni zapoznają się z danymi technicznymi i ekonomicznymi? 
 
Czy może niektórzy z nich stwierdzą:
 
"Ja nie czuję się na siłach, aby podejmować próbę przeczytania tej analizy. Nawet gdybym przeczytał 10 analiz, mimo wszystko nie wyciągnął bym odpowiednich wniosków."